Czasem i mnie wchodzi do głowy syndrom oszusta. Zaczynam wtedy sam siebie pytać: “Czy na pewno nie szkodzę?” “Czy jestem złym człowiekiem?”

I choć część mnie wie, że tak nie jest: na tym polega mozolnie budowana pewność siebie w oparciu o osiągnięte w życiu sukcesy, zdobyte medale, ukończone szkolenia, to jednak…
Wątpi, że potrafię.
Wątpi, że się nie mylę.
Wątpi, że jestem coś wart.
Wątpi, że można mnie lubić i szanować za to jaki jestem (a także pomimo tego).

Wiem co powiecie:
“Skup się na rodzinie”
“Idź do psychologa”
“Idź pobiegaj”

Tylko że…
Nie, to nie jest tak, że ja mam problem. Akceptuję w sobie tą część wątpiącą. I wiem, że ona do końca życia będzie we mnie.

Wątpię, bo myślę.
Wątpię by nie popaść w bezrefleksyjny samozachwyt.
Wątpię, by stawać się lepszym w tym co robię i jak pracuję.

Zwątpienie jest potrzebne. Jest dobre. Jednocześnie czasem potrafi podciąć skrzydła w złym momencie – nie wtedy, gdy jesteśmy gotowi na wzrost i pełni determinacji, tylko wtedy, gdy potrzebujemy dmuchania w żagle. I na takie okazje mam kilka technik, które pomagają mi w radzeniu sobie ze zwątpienie.

1. Ciekawe czy inni też tak mają…

Marek Aureliusz żył w latach 121 – 180, był pisarzem, filozofem, ale także…cesarzem rzymskim. Zostawił po sobie zbiór ksiąg ze swoimi przemyśleniami znanymi jako “Rozmyślania”.

Kiedy łapią mnie gorsze momenty lubię otworzyć sobie jego książkę w losowym miejscu i przeczytać kilka fragmentów. Wyobrażam sobie wtedy, że mogę porozmawiać z kimś kto naprawdę żył, chodził po Ziemi i może mi coś poradzić dzieląc się swoją perspektywą.

I zawsze, za każdym jednym razem, uderza mnie taka myśl:
Facet żył prawie 2000 lat temu, a zmagał się z podobnymi rozterkami co ja dzisiaj. Gdy zagłębiam się w jego rozmyślania dociera do mnie moje zmartwienia nie są wyłącznie moim problemem czy znakiem naszych czasów – są po prostu elementem człowieczeństwa.

“Jak wielki spokój zyskuje ten, kto nie baczy na to, co bliźni mówi, czyni lub myśli, ale na to tylko, co sam robi, by było sprawiedliwie i zbożne. Dobry człowiek nie powinien zwracać uwagi na błędy innych, lecz iść drogą prostą bez zboczeń.”

Marek Aureliusz pomaga mi także przywrócić mój kręgosłup moralny:

“Nie żyj tak, jakbyś miał żyć lat 10 tysięcy. Los wisi nad tobą. Dopóki żyjesz, dopóki można, bądź dobrym.”

2. Happy Folder: Osobiste Sanktuarium Siły

“Górne światło” – patrzenie na swoje problemy z perspektywy – to potężna umiejętność, ale mój mózg potrzebuje również namacalnych fundamentów. Buduję je poprzez pielęgnowanie swoich osiągnięć i sukcesów.

W dobie wyśmiewania tych, którzy pokazują swoje dyplomy czy statuetki podczas zdalnych rozmów, jeszcze trudniej jest otwarcie doceniać własne osiągnięcia. A jednak jest to fundamentalne dla budowania wewnętrznej wartości. Osobiście cenię zwłaszcza fizyczne dowody moich osiągnięć – medale i puchary można dotknąć, obrócić, poczuć ich ciężar. Tworzę też listę swoich sukcesów, którą regularnie aktualizuję.

Rozwinięciem tej praktyki jest stworzenie “Happy Folder” – osobistego archiwum składającego się z trzech kluczowych elementów (kolejność alfabetyczna):

  1. Memy – ponadczasowe obrazki, które zawsze wywołują uśmiech
  2. Snapshoty – starannie wyselekcjonowane zdjęcia ważnych momentów życia, od rodzinnych wspólnych chwil po obrazy osobistych triumfów
  3. Testimonials – pozytywne komentarze i pochwały od innych osób, zrzuty ekranu z miłymi wiadomościami

Kiedy dopada mnie zwątpienie, te zebrane dowody przypominają mi, że moje działania mają wartość, nawet jeśli akurat tego nie dostrzegam.

3. Alchemia Porażki

Z wiekiem coraz bardziej rozumiem, że każda porażka to cenna informacja o sobie lub lekcja na przyszłość. Gdy zostałem dwukrotnie oszukany finansowo przy rozpoczynaniu biznesu, zamiast ugrzęznąć w żalu i procesach sądowych, skupiłem się na wyciągnięciu wniosków i pójściu naprzód.

Podobnie w konfliktach z żoną – zamiast ustalać winnego, pytam: co mogliśmy zrobić inaczej? Jak możemy to rozwiązać? Nawyk patrzenia na negatywne doświadczenia przez pryzmat potencjalnych korzyści pomaga mi przezwyciężyć problemy, które mogłyby mnie zatrzymać.

4. Niezależność Od Opinii Innych

To by nie przywiązywać się do krytyki innych, to wie każdy.
Ale mało kto łączy ten mechanizm z pochwałami.
Bo skoro chwalą, to dobrze, prawda? No więc nie – osobiście uważam, że nie należy przywiązywać się do opinii innych nawet wtedy, gdy chwalą (za wyjątkiem tych wyselekcjonowanych razów, które zapisuję w Happy Folderze)

Wyobraź sobie taką sytuację:
Ktoś w internecie widząc jak dzielę się swoimi treściami za darmo mówi mi:

  • “wow, Michał, dzielisz się tym wszystkim za darmo, bezinteresownie. Dobry człowiek jesteś
    Mija trochę czasu i zaczynam sprzedawać jakieś produkty/usługi. I nagle ta sama osoba komentuje:
  • “co? chcesz teraz pieniądze za kolejne materiały? Miałem Cię za kogoś innego, kogoś w porządku. A Ty widzę jesteś pazerna świnia”

Gdybym przywiązał się do powyższej pozytywnej opinii, to otworzyłbym się na opinie tej osoby i podświadomie przypisywałbym tej osobie większy dostęp do swoim emocji i uczuć. I kolejna, negatywna opinia, mogłaby mną poważnie wstrząsnąć – w końcu nie uważam się za pazerną świnię, ale skoro tak myśli ktoś kogo opinie cenię, to może coś w tym jest?….

Gdy zbytnio uzależniam samoocenę od pozytywnych opinii, uruchamiam ten sam mechanizm, który sprawia, że negatywne komentarze mnie ranią.

5. Depresja i lęki, to także informacja

Praktykuję filozofię bycia obserwatorem samego siebie. Nie jestem swoimi myślami, ciałem, emocjami czy informacjami płynącymi ze zmysłów – jestem ich świadkiem.

Dzięki temu, gdy czuję smutek czy złość, potrafię spojrzeć z dystansu: to nie ja jestem smutny, to mój organizm wysyła mi sygnał. Co wywołało tę reakcję? Jakie potrzeby nie zostały zaspokojone? Jakie granice zostały naruszone?

Przy tej okazji chętnie dodam 2 rzeczy:

  1. Lubię wracać myślami do artykuły który przeczytałem w Psychology Today o wymownym tytule: We’ve Got Depression All Wrong. It’s Trying to Save Us
  2. A co, jeśli ADHD, to cecha osobowości, a zaburzenia depresyjne i lękowe towarzyszące ADHD wynikają z niedostosowania naszego stylu życia do tego jacy jesteśmy (nie realizowania własnych potrzeb) i naruszania naszych granic? Czy w tym sensie ADHD powodowałoby zaburzenia lękowe i depresyjne?
    Tak, lubię patrzeć na depresję, lęki czy prokrastynacje jako informacje z mojego ciała, a nie jako obciążenie, które mnie ogranicza.

6. Wolność Od Sztywnych Ram

Uczę się siebie i dostosowuję to jak żyję do tego jaki jestem.
I największy wpływ na moje samopoczucie ma uwolnienie się od sztywnych ram – nawet tych, które sam sobie narzucam. Nie muszę być szefem IT przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Mogę być jednocześnie liderem, ojcem, introwertykiem majsterkującym w warsztacie.

Daję sobie przyzwolenie na brak “laser focus” – na rozwój w wielu kierunkach jednocześnie. Ta uważność na reakcje mojego organizmu pozwala mi powtarzać to, co sprawia, że czuję się dobrze, i stopniowo budować coraz bardziej satysfakcjonujące życie.

A Ty – masz jakieś techniki/metody, który możesz się podzielić?